JEZUS W BETANII.
URZĄDZENIE GOSPÓD PODRÓŻNYCH DLA JEZUSA I UCZNIÓW.
ZAGUBIONA I ODNALEZIONA PERŁA

Idąc z Kafarnaum do Betanii, przechodził Jezus z Łazarzem i pięciu uczniami z Jerozolimy przez okolicę Betulii. Do samego miasta Betulii, położonego wyżej, nie wstępowali; droga, którą szli, okrążała miasto, prowadząc do Jezrael. Przed Jezrael posiadał Łazarz rodzaj gospody z ogrodem, gdzie zatrzymywali się podróżni. Tam poszli uczniowie naprzód i zamówili przekąskę. Gospodą tą zarządzał powiernik Łazarza.

Przybywszy tu raniutko, umyli nogi, oczyścili suknie, a posiliwszy się nieco, odpoczęli po trudach.
Wyszedłszy z Jezrael, przeprawili się przez jakąś rzekę, minęli Scytopolis i Salem, leżące na lewo, i przeszedłszy przez szczyt górski, przybyli nad Jordan. Następnie przeprawili się przez Jordan poniżej Samarii ku południowi. Ponieważ tymczasem noc zapadła, zatrzymali się na spoczynek na nadbrzeżnej wyżynie nad Jordanem, gdzie mieszkali zaufani im pasterze. Przed świtem wyruszyli w dalszą drogę, prowadzącą przez puszczę Jerychońską, między miastami Hay i Gilgal.

Jezus i Łazarz szli razem, uczniowie zaś poszli naprzód innymi drogami. Przez cały dzień podróżował Jezus z Łazarzem odludnymi pustymi drożynami, nie wstępując do żadnych miejscowości, ani nawet do gospód, których posiadał Łazarz kilka w tej części puszczy. Na parę godzin drogi przed Betanią rozstał się Łazarz z Jezusem i poszedł naprzód, a Jezus szedł za nim sam powoli.

Oprócz Łazarza i pięciu uczniów z Jerozolimy zgromadziło się w Betanii około 15 uczniów i stronników Jezusa i siedem niewiast; z mężczyzn byli Saturnin, Nikodem, Józef z Arymatei, jego siostrzeńcy, synowie Symeona, Joanny Chusa, Weroniki i Obeda; z kobiet Weronika, Joanna Chusa, Zuzanna, Maria Marka i wdowa po Obedzie, Marta i jej służąca, roztropna staruszka, jedna z tych, które potem pilnie służyły Panu i uczniom.

Wszyscy ci oczekiwali przybycia Jezusa, w ciszy i jakoby w tajemnicy w wielkim podziemnym sklepieniu zamku Łazarza. Jezus przybył nad wieczorem i wszedł przez tylne drzwiczki do ogrodów. Łazarz wyszedł na Jego spotkanie do przysionka i tu umył Mu nogi. W przysionku znajdowała się zagłębiona sadzawka, do której dopływała woda kanałem z domu. Obecnie napuściła Marta tym kanałem trochę ciepłej i zimnej wody do cysterny; Jezus, siedząc na kraju, włożył nogi do wody, a Łazarz umył je i otarł. Następnie oczyścił Mu suknie, włożył na nogi nowe sandały, a potem podał przekąskę i napój.

Teraz udał się z nim Jezus wzdłuż długiej alei do domu i zeszedł do podziemia, gdzie oczekiwali Go zgromadzeni. Kobiety nałożyły zaraz zasłony, i klęcząc oddały Mu pokłon; mężczyźni schylali się tylko nisko. Jezus pozdrowił zebranych i pobłogosławił, i wnet zabrali się wszyscy do uczty. Niewiasty siedziały z podłożonymi nogami na poduszkach z jednej strony stołu. Nikodem był nadzwyczaj wzruszony i chciwie słuchał słów Jezusa. Mężczyźni rozmawiali z goryczą o wzięciu Jana do niewoli, na co Jezus im odpowiedział: „Musiało się tak stać i wola Boża jest w tym; nie powinniście mówić o takich rzeczach, aby nie zwracać uwagi wrogów i nie wywoływać niebezpieczeństwa. Gdyby Jana nie usunięto, nie mógłbym Ja teraz tu działać. Kwiecie musi opaść, jeżeli owoc ma dojrzeć.”

Mówiono także z niechęcią o szpiegostwie i prześladowaniu ze strony Faryzeuszów, a Jezus i w tym nakazał im spokój i umiarkowanie. Żałował nawet Faryzeuszów i opowiedział przy tym przypowieść o niesprawiedliwym włodarzu. Faryzeusze — mówił — są także niesprawiedliwymi włodarzami, ale nie mają tej roztropności co tamten, i dlatego w dniu odrzucenia nie znajdą ochrony.

Po uczcie przeszli do innej komnaty, oświeconej lampami. Tu obchodzono szabat, a Jezus modlił się głośno. Rozmawiał potem jeszcze z mężczyznami, a następnie wszyscy udali się na spoczynek. Gdy cisza już zupełna nastała i wszystko w głębokim śnie było pogrążone, podniósł się Jezus z posłania i nie spostrzeżony przez nikogo, poszedł do groty na górę Oliwną, gdzie to w przeddzień Swej strasznej męki, tak gorąco się modlił. I teraz przepędził tam wiele godzin na modlitwie, prosząc Ojca Swego niebieskiego o siłę do trudnej pracy. Przed brzaskiem dnia wrócił znowu niepostrzeżenie do Betanii.

Synowie Obeda, będąc sługami przy świątyni, wrócili teraz z innymi do Jerozolimy; inni goście zachowali się spokojnie w domu, tak, że nikt z obcych nie wiedział o obecności Jezusa. Podczas dzisiejszej uczty opowiadał Jezus o Swym pobycie u mieszkańców Górnej Galilei, Ameat, Adama i Seleucyi. Ponieważ mężczyźni występowali gwałtownie przeciw tym sektom, zganił im Jezus tą surowość; przy tym opowiedział przypowieść o człowieku, który w drodze do Jerycha wpadł między zbójców i nad którym Samarytanin więcej litości okazał, niż Lewita. Słyszałam już nieraz tę przypowieść z ust Jezusa, lecz za każdym razem tłumaczył ją inaczej. Mówił także Jezus o smutnym losie, jaki czeka Jerozolimę.

W nocy, gdy wszyscy udali się na spoczynek, poszedł Jezus znowu na górę Oliwną, aby się pomodlić w grocie. Podczas modlitwy wylewał rzewne łzy, a serce przepełniała Mu dziwna trwoga i tęsknota. Podobnym był do syna, który, wyruszając na spełnienie wielkich czynów, rzuca się jeszcze w objęcia ojca swego, aby u jego piersi znaleźć pociechę i wzmocnienie.

Przewodnik mój mówił mi, że, ilekroć Jezus był w Betanii a znalazł choćby godzinę wolnego czasu, zawsze udawał się tutaj nocą na modlitwę. Było to dla Niego niejako przygotowaniem do ostatniej, pełnej trwogi i dusznej tęsknoty modlitwy, jaką miał tu odprawić.

Otrzymałam także wskazówkę, że Jezus głównie dlatego na górze Oliwnej się modlił i smucił, gdyż Adam i Ewa, wypędzeni z raju, tu nasamprzód stanęli, na tej niegościnnej ziemi. W tej grocie opłakiwali swój los i modlili się. Tu Kain, pracując w ogrodzie na górze Oliwnej, po raz pierwszy popadł w złość i postanowił zabić Abla. Przyszedł mi w tej chwili na myśl Judasz. Bratobójstwa dokonał Kain koło Kalwarii, a tu na górze Oliwnej pociągnął go Bóg do odpowiedzialności. Z brzaskiem dnia znajdował się Jezus znowu w Betanii.

Po szabacie stało się to, co było głównym celem przybycia Jezusa do Betanii. Rzecz miała się tak. Święte niewiasty ze smutkiem dowiedziały się, jak wielki niedostatek musiał nieraz cierpieć Jezus z uczniami podczas Swoich podróży; szczególnie podczas ostatniej pospiesznej podróży do Tyru Jezusowi tak źle się powodziło, że musiał się żywić wyżebranymi przez Saturnina skórkami chleba, rozmiękczonymi w wodzie.

To spowodowało, że niewiasty ofiarowały się Jezusowi urządzić w różnych miejscach gospody i zaopatrzyć takowe we wszystkie potrzebne rzeczy. Jezus przyjął tę propozycję i właśnie dla omówienia z nimi tej sprawy przybył dotąd. Gdy teraz Jezus oświadczył, że odtąd będzie wszędzie publicznie nauczał, ponowiły niewiasty wraz z Łazarzem jeszcze raz tę propozycję co do urządzenia gospód. Było to potrzebnym, gdyż szczególniej w miastach, położonych w pobliżu Jerozolimy, żydzi, podpuszczeni przez Faryzeuszów, nie chcieli Jezusowi i uczniom Jego niczego dostarczać.

Omawiano więc teraz tę sprawę. Niewiasty prosiły Pana, aby oznaczył mniej więcej główniejsze miejsca, gdzie będzie się zatrzymywał podczas Swych podróży nauczycielskich, tudzież, by podał w przybliżeniu liczbę Swych uczniów, aby stosownie do tego obrachować ilość gospód i oznaczyć wielkość potrzebnych zapasów.

Jezus podał mniej więcej kierunek przyszłych podróży nauczycielskich i główniejsze miejsca, gdzie miał się zatrzymywać; postanowiono urządzić około 15 gospód i oddać je w zarząd zaufanym ludziom, po części krewnym. Gospody rozrzucone być miały po całym kraju, z wyjątkiem pasa ziemi, ciągnącego się od Chabul aż do Tyru i Sydonu.

Potem odbyły niewiasty same między sobą naradę co do tego, jaki powiat ma każda z nich objąć i co do załatwienia poszczególnych spraw, a mianowicie wybrania zarządców gospód, dostarczenia naczyń, kołder, sukien, sandałów itd., czyszczenia i naprawiania sukien, dostarczenia chleba i innych artykułów żywnościowych. Narada odbywała się przed ucztą i podczas tejże; Marta miała w niej żywy udział. Potem miało się odbyć losowanie co do podziału między nie kosztów.

Po uczcie zgromadzili się Jezus, Łazarz, jego przyjaciele i niewiasty, potajemnie w wielkiej komnacie. W jednej stronie komnaty stało na podwyższeniu siedzenie, na którym siedział Jezus, w koło Niego zaś stali lub siedzieli mężczyźni; niewiasty zaś siedziały po drugiej stronie sali na estradzie, wysłanej kobiercami i poduszkami. Jezus nauczał o wielkim miłosierdziu Boga dla Swego wybranego ludu, o tym, jak posyłał jednego proroka po drugim, lecz wszystkich nie poznano i źle się z nimi obchodzono.

Zbliża się teraz ostatni czas łaski, lecz i z tego nie skorzysta ten naród i Jego naukę odrzuci. Dłuższy czas nauczał o tym Jezus, a wreszcie na prośby obecnych opowiedział im stosowną do tej nauki przypowieść o królu, który wysłał syna własnego do swej winnicy, gdzie najemnicy winnicy pozabijali wysłane przedtem sługi, i jak ci zabili także i syna królewskiego.

Przy końcu nauki wyszło kilku mężczyzn z domu, a z pozostałymi chodził Jezus po sali. Wtedy Marta, która na przemian odchodziła i wracała do niewiast, zbliżyła się do Niego i zaczęła z Nim rozmowę o swój siostrze Magdalenie, o której otrzymała wiadomości przez Weronikę i wielką przejęta była troską.

Podczas gdy Jezus przechadzał się po sali z mężczyznami, siedziały niewiasty osobno, zajęte rodzajem gry losowej, za pomocą której chciały rozdzielić między siebie poszczególne zajęcia w sprawie urządzenia gospód. Między grającymi stała na podwyższeniu tafelka, a raczej skrzynka na kółkach, wysoka na dwa cale w kształcie pięciokątnej gwiazdy.

Skrzyneczka ta była przykryta, wewnątrz próżna, tylko podzielona na mnóstwo przegródek. Z wierzchu na przykrywie, wyżłobionych było pięć bruzd, biegnących od każdego z pięciu kątów do środka; między bruzdami wywiercone były tu i ówdzie małe otworki. Każda z grających miała przy sobie nanizane sznury pereł i drobne klejnoty, te mieszano razem i każda po kolei kładła je w jedną z bruzd.

Następnie położywszy u wylotu bruzdy małą strzelbę, wypuszczała z niej strzałę ku najbliższej perle; ta, trafiona, poruszała całą kupkę klejnotów, skutkiem czego rozsypywały się one po pokrywie i albo toczyły się w inne bruzdy, albo wpadały przez otwory do środka skrzynki. Gdy wszystkie perły w ten sposób wyrzucono z bruzd, wstrząsano potem skrzynką, przez co perły i kamyki, znajdujące się w środku, wpadały do poszczególnych przedziałek.

Każda z niewiast miała swoją przedziałkę; przedziałki te można było krajem skrzynki wyjmować. Każda więc z niewiast wyjmowała swoją przegródkę i patrzała, jaki los jej przypadł i ile straciła z swych klejnotów. Wdowa po Obedzie straciła dopiero niedawno małżonka i jeszcze nosiła po nim żałobę. Jeszcze przed chrztem był jej mąż wspólnie z Jezusem u Łazarza. Podczas tej gry zagubiły święte niewiasty bardzo kosztowną perłę, która upadła pomiędzy nimi na ziemię. Uprzątnęły więc wszystko, szukając zguby z wielką gorliwością, i znalazły ją wreszcie ku wielkiej swej uciesze.

Wtedy Jezus, przystąpiwszy, opowiedział im przypowieść o zagubionej drachmie i radości z odnalezienia jej. Zagubioną i po długim szukaniu znalezioną perłę porównał Jezus z Magdaleną; nazwał ją perłą kosztowniejszą, niż wiele innych — perłą, która upadła z tablicy losowej świętej miłości na ziemię i zginęła. Jaką radością — rzekł — napełniłoby was odnalezienie tej kosztownej perły! Wzruszone niewiasty spytały Go: „Ach Panie, czy odnajdzie się kiedy ta perła?".

Na co Jezus odrzekł im: „Pilniej musicie szukać za nią, niż niewiasta w przypowieści szukała za zgubioną drachmą, lub pasterz za owieczką." Wszyscy, głęboko przejęci tymi słowy, przyrzekli gorliwiej szukać za Magdaleną, niż za perłą i więcej cieszyć się z jej odnalezienia. Niektóre z niewiast prosiły Pana, by przyjął w poczet Swych uczniów młodzieńca z Samarii, który po Wielkiej nocy prosił Go o to na drodze w Samarii.

Mówiąc to, wychwalały wielką cnotę i głęboką wiedzę tego młodzieńca, który — o ile mi się zdaje — był krewnym, jednej z nich. Jezus odrzekł na to, że wątpi bardzo, aby ów młodzieniec przystał do Niego, gdyż jest ślepy z jednej strony, to znaczy, że za wielką wagę przywiązuje do swych posiadłości.

Wieczorem wielu z mężczyzn i kobiet porobiło już przygotowania do drogi do Betoron, gdzie Jezus następnego dnia chciał nauczać. Jezus był znowu w nocy potajemnie na górze Oliwnej i modlił się tam z wielką gorliwością, a potem wyruszył z Łazarzem i Saturninem do Betoron, oddalonego stąd o sześć godzin drogi.

Była właśnie godzina pierwsza po północy. Gdy przeszli przez pustynię i byli tylko o dwie godzin drogi oddaleni od Betoron, wyszli naprzeciw nich wezwani tam uczniowie, którzy przybyli tam już dzień przedtem i zatrzymali się w gospodzie pod miastem. Byli to Piotr, Andrzej i jego brat przyrodni Jonatan, Jakób Młodszy, Jan, Jakób Starszy i Juda Tadeusz (ten ostatni przyszedł po raz pierwszy) następnie Filip, Natanael Chased, oblubieniec z Kany i jeden czy dwóch synów wdów.

Jezus spoczywał z nimi długo w pustyni pod drzewem i nauczał. Po raz drugi mówił im przypowieść o właścicielu winnicy, który posyła swego syna. Następnie poszli razem do gospody i prosili się. O posiłek starał się Saturnin, który otrzymał na to od niewiast woreczek pieniędzy.

JEZUS W BETORON.
TRUDY I MOZOŁY UCZNIÓW

Do Betoron przybyli około ósmej godziny rano. Kilku uczniów udało się zaraz do przełożonego synagogi i zażądali kluczy, mówiąc, że mistrz ich chce nauczać; inni rozbiegli się po ulicach, zwołując ludzi do szkoły. Z pozostałymi wszedł Jezus do synagogi, która wkrótce zapełniła się ludźmi. Jezus nauczał przekonywająco, mówiąc znowu przypowieść o właścicielu winnicy, którego sługi wymordowali niewierni najemnicy, a gdy posłał wreszcie swego syna, zamordowali i tego, skutkiem czego pan oddał tę winnicę w ręce innych ludzi.

Mówił także o prześladowaniu proroków, o wzięciu do niewoli Jana, wspominając przy tym, że i Jego będą prześladować i targną się na Niego; wreszcie mówił o sądzie i klęskach, mających spaść na Jerozolimę. Mowa ta sprawiła na żydach wielkie wrażenie; jedni radowali się, inni mruczeli ze złością: „Skąd zjawia się Ten tutaj znowu?.

Nie słychać było nic o Jego przybyciu!" Inni zaś, usłyszawszy, że w gospodzie w dolinie znajdują się niewiasty, należące do stronnictwa Jezusowego, wyszli zaraz, aby wywiedzieć się od nich o planach Jezusa. Jezus tymczasem uleczył wielu chorych na febrę i po kilku godzinach opuścił miasto.



W gospodzie były już obecne Weronika, Joanna Chusa i wdowa po Obedzie, i przygotowały tam przekąskę. Jezus z uczniami jadł i pił stojąc, a potem wszyscy, przepasawszy się, wyruszyli w dalszą drogę. Tego dnia jeszcze nauczał Jezus w podobny sposób w Kibzaim i w małych, rozrzuconych osadach pasterskich. W Kibzaim nie było jeszcze wszystkich uczniów; zebrali się oni dopiero w obszernym, zabudowaniami opatrzonym domu pasterskim, położonym na granicy Samarii, w którym znaleźli niegdyś schronienie Maryja i Józef w Swej podróży do Betlejem, szukając nadaremno gdzie indziej przytułku. Tu posilili się wszyscy i nocowali. Wszystkich uczniów było jeszcze około piętnastu. Łazarz wrócił już z niewiastami do Betanii.

Św. Weronika

Następnego dnia wyruszył Jezus z uczniami w dalszą drogę. Szli spiesznie jużto razem, jużto rozproszeni, przechodząc przez większe i mniejsze miejscowości, leżące w obrębie kilku godzin od Kibzaim, tak np. przez Gabaa i Najot, odległe o 4 godzin drogi od Kibzaim.

We wszystkich tych miejscach nie tracił Jezus czasu na nauczanie w synagodze, lecz nauczał na wzgórkach, na publicznych placach, lub na ulicach, gdziekolwiek tylko lud się zebrał. Uczniowie szli pojedynczo naprzód przez doliny do osad pasterskich i pomniejszych miejscowości, i zwoływali ludzi na miejsca, gdzie Jezus miał nauczać. Większa jednak część uczniów była wciąż przy boku Jezusa. Całodzienna ta praca i wędrówka z miejsca na miejsce była trudną i wielce uciążliwa. Jezus leczył przy tym wielu chorych, przywiezionych na miejsce i wzywających Jego pomocy; między chorymi było wielu lunatyków. Często biegli za Nim z krzykiem opętani, lecz Jezus rozkazywał im milczeć i ustąpić z drogi.

Uciążliwość i trudy dniu powiększyło jeszcze wrogie po części usposobienie ludności i szyderstwa Faryzeuszów. W okolicy Jerozolimy pełno było ludzi, należących do stronnictwa, przeciwnego Jezusowi. Postępowali oni tak, jak i dziś wielu robi w małych miejscowościach, że wierzyli wszystkim plotkom i powtarzali je, nie starając się zbadać sprawy. Do tego przyczyniało się także niespodziane pojawianie się Jezusa w otoczeniu tak wielu uczniów i Jego surowe, groźne nauki; gdyż wszędzie nauczał podobnie ostro jak w Betoron, a to, o ostatnim czasie łaski, po którym nadejdą czasy sprawiedliwości, o prześladowaniu proroków, o pojmaniu Jana, o prześladowaniach, skierowanych przeciw Niemu samemu.

Powtarzał przy tym wciąż przypowieść o właścicielu winnicy, który wysłał teraz swego syna, a ten syn królewski obejmie w posiadanie zbliżające się królestwo. Często także przepowiadał smutny los Jerozolimy i tych, którzy nie przyjmą Jego królestwa i nie będą czynić pokuty. Te surowe, groźne mowy przeplatał jednak Jezus czynami miłości i uzdrowieniami, i tak szedł dalej z miejsca na miejsce.

Uczniowie musieli jednak nieraz wiele wycierpieć, co dla nich trudnym było do zniesienia. Gdzie tylko przybyli, ogłaszając nadejście Jezusa, słyszeli w zamian szydercze słowa: „Już znowu przychodzi Ten tutaj! Co chce od nas? Skąd pochodzi?'' Czyż nie zakazano Mu tego?” Wyśmiewano ich też zwykle, przezywano i wyszydzano. Niektórzy cieszyli się wprawdzie z przybycia Jezusa, ale tych było mało.

Samego Jezusa nie ważył się nikt zaczepiać, lecz gdy nauczał, a uczniowie stali w pobliżu, lub gdy szli za Nim ulicami, krzykacze zwracali się do nich, zatrzymywali ich i wypytywali. Słowa Jezusa rozumieli tylko przez pół albo fałszywie, zatrzymywali uczniów, żądając od nich wyjaśnienia.

Wśród tej ogólnej niechęci rozbrzmiewały znów od czasu do czasu radosne okrzyki. Gdy Jezus leczył ludzi, gniewało to niechętnych, a wreszcie cofnęli się i oni. Tak zeszło aż do wieczora na uciążliwej, pospiesznej wędrówce, bez posiłku i odpoczynku.

Wpadło mi w oczy, jak słabą i ułomną była początkowo natura uczniów; często, gdy Jezus nauczał i zapytywano ich o znaczenie nauki, skupiali się bojaźliwie, nie rozumiejąc właściwie, co za cel miała nauka Jezusa. Nie byli wcale zadowoleni ze swego położenia. Nieraz w duchu niejeden mówił: „Oto opuściliśmy wszystko dla Niego, a teraz żyjemy w ciągłym zamieszaniu, hałasie i niepokoju Co to za królestwo, o którym On mówi?. Czy rzeczywiście posiądzie je?"

Myśli te ukrywali starannie w sobie; nieraz tylko poznać było po nich zakłopotanie i zniechęcenie. A przecież tyle już cudów widzieli przedtem! teraz wciąż Jezus nowe działał w ich oczach. Jan tylko szedł za Jezusem, spokojny w duchu i posłuszny jak dziecko.

Wzruszało mnie to nadzwyczaj, że Jezus znał doskonale wszystkie ich myśli, a przecież jakby nie zważając na to, nic podobnego nie okazywał, nie zmienił się ani na włos, lecz zawsze spokojny, poważny, a pełen miłości, postępował wciąż naprzód w rozpoczętym dziele.

Aż do nocy odbywał Jezus Swą wędrówkę, a potem zatrzymali się na nocleg u jakichś pasterzy, obozujących z tej strony rzeczki, płynącej wzdłuż granicy Samarii. Pasterze przyjęli ich byle czym, a może nawet i nic im nie dali; do tego woda z rzeczki niemożliwą była do picia. Rzeczka była w tym miejscu wąska i bardzo bystra; tu też niedaleko od źródła zwraca nagle bieg swój ku zachodowi.

Góra